Słowem wstępu
Joe Hill to amerykański pisarz, którego proza oscyluje wokół grozy, horroru i obyczaju. Początek jego kariery datuje się na rok 1997, kiedy to debiutował opowiadaniem 'The Lady Rests'. Od tego czasu pisał i publikował w magazynach kolejne teksty.

W roku 2005 ukazała się pierwsza książka Hilla, zbiór opowiadań 'Upiory XX wieku'. Książka zyskała bardzo dobre opinie wśród krytyków i czytelników, zdobyła też prestiżowe nagrody Bram Stoker Award czy British Fantasy Award. O tym jakie wrażenie wywarł na odbiorcach debiut Joe'ego może świadczyć fakt, iż zaraz po informacji, że pisarz pracuje nad swoją pierwszą powieścią, wytwórnia filmowa Warner Bros. nabyła prawa do ekranizacji książki. 'Pudełko w kształcie serca' trafiło do księgarni w roku 2007.

Wtedy też okazało się, iż Joe Hill to syn Stephena i Tabithy King.
Rogi
- Chciałbym, żeby lekarz na coś spojrzał - powiedział Ig i opuścił rękę, pokazując rogi. Kobieta zmrużyła oczy i wydęła wargi ze współczuciem.
- O, niedobrze to wygląda - powiedziała i odwróciła się do komputera.Ig tego się nie spodziewał. Recepcjonistka zareagowała na widok rogów, jakby zobaczyła złamany palec czy wysypkę - ale jednak zareagowała. Wydawało się, że je widziała. Choć gdyby je naprawdę zobaczyła, nie wyobrażał sobie, żeby ograniczyła się do wydęcia ust i odwrócenia wzroku.
- Będę musiała zadać panu parę pytań. Nazwisko?
- Ignatius Perrish.
- Wiek?
- Dwadzieścia sześć lat.
- U kogo pan się leczy?
- Nie byłem u lekarza od bardzo dawna.
Podniosła głowę i przyjrzała mu się z namysłem, znowu marszcząc brwi. Sądził, że zaraz go zgani za zaniedbanie regularnych wizyt. Dziewczynka wrzasnęła jeszcze głośniej. Ig odwrócił się w chwili, gdy walnęła matkę w kolano czerwonym wozem strażackim,jedną z zabawek położonych w kącie dla dzieci w poczekalni.Matka wyszarpnęła jej samochodzik z ręki. Dziewczynka znowu upadła na plecy i zaczęła wierzgać nogami - jak przewróconykaraluch ? z nową furią zanosząc się wyciem.
- Mam ochotę jej powiedzieć, żeby zamknęła twarz temu wstrętnemu bachorowi - odezwała się recepcjonistka konwersacyjnym tonem.
- Co pan na to?
- Może mi pani pożyczyć długopis? - spytał Ig; w ustach mu zaschło. Wziął formularz.
- Nie mam czym tego wypełnić.
Recepcjonistka zgarbiła się, a jej uśmiech zgasł.
- Jasne - powiedziała i pchnęła długopis w jego stronę.
Odwrócił się do niej plecami i spojrzał na formularze przypięte klipsem do tekturki, ale nie mógł wyostrzyć spojrzenia. Recepcjonistka zobaczyła jego rogi, lecz nie uznała ich za coś niezwykłego. A potem powiedziała o płaczącej dziewczynce i bezradnej matce: "Mam ochotę jej powiedzieć, żeby zamknęła twarz temu wstrętnemu bachorowi". I spytała, co o tym sądzi. Tak jak Glenna, która zastanawiała się, czy może pochylić się nad pudełkiem i wyżerać pączki jak świnia z koryta. Rozejrzał się za wolnym miejscem. W poczekalni znajdowały się dokładnie dwa puste krzesła, po obu stronach matki. Gdy ruszył w ich stronę, dziewczynka zrobiła wielki wdech i wydała przeraźliwy wrzask, od którego zatrzęsły się szyby, a niektórzy w poczekalni się wzdrygnęli. Ten dźwięk szarpał człowieka jak porywisty wicher. Ig usiadł obok skulonej matki, która uderzała się w nogę zwiniętą gazetą - choć Ig miał wrażenie, że tak naprawdę miała ochotę uderzyć co innego. Dziewczynka jakby opadła z sił po ostatnim wrzasku i leżała na plecach, a łzy spływały jej po czerwonej, brzydkiej buzi. Jej matka także była czerwona. Zerknęła na Iga żałośnie i przewróciła oczami. Wydawało mu się, że przelotnie zatrzymała spojrzenie na jego rogach ? tylko przelotnie.
- Przepraszam za ten idiotyczny hałas - powiedziała i dotknęła ręki Iga.
Ledwie to zrobiła, ledwie go musnęła, Ig już wiedział, że ta kobieta nazywa się Allie Letterworth i od czterech miesięcy sypia ze swoim instruktorem golfa, z którym spotyka się w motelu nieopodal pola golfowego. Tydzień temu zasnęli po sesji wyczerpującego bzykania, a Allie miała wyłączony telefon, więc nie odebrała coraz bardziej rozpaczliwych telefonów od córki wracającej z letniego obozu. Mała denerwowała się coraz bardziej, gdzie jest mama. Gdy Allie w końcu przyjechała, spóźniona o dwie godziny, jej córka była w histerii - czerwona na twarzy, zasmarkana, z dzikim spojrzeniem przekrwionych oczu. Allie musiała jej kupić pluszaka za sześćdziesiąt dolarów i bananowo-lodowy deser, żeby małą uspokoić i kupić jej milczenie. Tylko w ten sposób mogła trzymać męża w nieświadomości. Gdyby wiedziała, co to będzie za uprzykrzony bachor, nigdy by go nie urodziła. Ig cofnął rękę. Dziewczynka zaczęła tupać i stękać. Allie Letterworth westchnęła, pochyliła się do Iga i powiedziała:
- Tak między nami, chętnie bym ją kopnęła prosto w ten rozpieszczony tyłek, ale boję się, co ludzie powiedzą. Myślisz...
- Nie - uciął Ig.
Po prostu nie mógł wiedzieć tego, co o niej wiedział, ale wiedział, tak jak znał jej numer komórki i adres. Wiedział też z całkowitą pewnością, że Allie Letterworth nie mówiłaby z obcym o kopaniu córki w tyłek. Powiedziała to, jakby rozmawiała z samą sobą.
- Nie - powtórzyła, otwierając gazetę i wypuszczając ją z rąk.
- Chyba nie mogę. Ciekawe, czy powinnam wstać i wyjść. Zostawić ją tutaj i odjechać. Mogłabym zamieszkać u Michaela, ukryć się przed światem, pić gin i pieprzyć się na okrągło. Mąż by się ze mną chciałby mieć prawo do opieki nad tą gówniarą?
- Michael to twój instruktor? - spytał Ig.
Skinęła głową jak przez sen, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Najśmieszniejsze jest to, że nigdy nie zapisałabym się do niego, gdybym wiedziała, że to czarnuch. Przed Tigerem Woodsem w golfie nie było żadnych bambusów, chyba że do noszenia kijów - to jedyne miejsce, gdzie można było przed nimi uciec. Wiesz, jacy są ci czarni, zawsze wiszą na komórce i tylko rzucają kurwami, a jak patrzą na białe kobiety! Ale Michael jest po szkołach. Mówi całkiem jak biały. I to prawda, co się słyszy o czarnych fiutach. Pieprzyłam się z tłumami białych i ani jeden nie był wyposażony jak Michael. ? Zmarszczyła nos i dodała:
- To także nazywamy kijem.
Ig zerwał się z krzesła, szybko podszedł do okienka recepcjonistki. Pospiesznie nagryzmolił parę odpowiedzi na pytania i oddał formularz. Za jego plecami rozległ się wrzask dziewczynki:
- Nie! Nie wstanę!
- Czuję, że muszę coś powiedzieć matce tej dziewczynki - powiedziała recepcjonistka, spoglądając ponad ramieniem Iga. Nie zwróciła uwagi na formularz.
- Wiem, to nie jej wina, że ma taką wredną córkę, ale bardzo chcę jej coś powiedzieć.
Ig spojrzał na dziewczynkę i jej matkę. Allie znowu się pochyliła nad małą, trąciła ją zwiniętą gazetą, sycząc coś do niej. Ig wrócił spojrzeniem do recepcjonistki.
- Jasne - powiedział eksperymentalnie.
Otworzyła usta, zawahała się i spojrzała na niego niespokojnie.
- Ale nie chcę sprowokować brzydkiej sceny.
Czubki jego rogów zapulsowały nagłym, nieprzyjemnym żarem. Trochę się zdziwił ? znowu, a miał rogi ledwie od godziny - że natychmiast się ugięła, gdy tylko dał jej pozwolenie.


copyright © 2010 - 2016 joehill.pl     e-mail     design by Mike Draven / Darek Kocurek / Vincent Chong