Słowem wstępu
Joe Hill to amerykański pisarz, którego proza oscyluje wokół grozy, horroru i obyczaju. Początek jego kariery datuje się na rok 1997, kiedy to debiutował opowiadaniem 'The Lady Rests'. Od tego czasu pisał i publikował w magazynach kolejne teksty.

W roku 2005 ukazała się pierwsza książka Hilla, zbiór opowiadań 'Upiory XX wieku'. Książka zyskała bardzo dobre opinie wśród krytyków i czytelników, zdobyła też prestiżowe nagrody Bram Stoker Award czy British Fantasy Award. O tym jakie wrażenie wywarł na odbiorcach debiut Joe'ego może świadczyć fakt, iż zaraz po informacji, że pisarz pracuje nad swoją pierwszą powieścią, wytwórnia filmowa Warner Bros. nabyła prawa do ekranizacji książki. 'Pudełko w kształcie serca' trafiło do księgarni w roku 2007.

Wtedy też okazało się, iż Joe Hill to syn Stephena i Tabithy King.
Upiory XX wieku
Najlepszy nowy horror


Miesiąc przed terminem oddania kolejnego tomu do drukarni Eddie Carroll otworzył szarą kopertę i w ręce wpadł mu magazyn "The True North Literary Review". Eddie przywykł do tego, że otrzymuje pocztą różne pisma, ale na ogół nosiły one tytuły w stylu "Cmentarny Taniec" i specjalizowały się w horrorach. Ludzie przysyłali mu również swoje książki. Jego dom w Brookline był zawalony książkami; jeden stos piętrzył się na kanapie, drugi koło ekspresu do kawy. Same horrory.

Zawsze brakowało mu czasu, żeby zapoznać się z ich treścią, ale kiedyś - gdy Eddie miał trzydzieści parę lat i dopiero zaczynał pracę na stanowisku redaktora "America's Best New Horror" - bardzo sumiennie próbował czytać wszystko. Przygotował już do wydania szesnaście tomów Najlepszego nowego horroru, prowadził tę serię przez ponad jedną trzecią swojego życia. Spędził tysiące godzin, czytając, redagując i pisząc listy, tysiące godzin, których nie mógł w żaden sposób odzyskać.
Po pewnym czasie szczególnie znienawidził pisma. Wiele magazynów korzystało z najtańszego tuszu drukarskiego, a Carroll zaczął czuć obrzydzenie, gdy farba zostawała mu na palcach, i nie cierpiał jej ostrego smrodu.
Teraz, gdy zabierał się do czytania jakiegoś utworu, zwykle nie kończył, bo nie mógł wytrzymać. Robiło mu się słabo na myśl o kolejnej historii o wampirach uprawiających seks z innymi wampirami. Starał się przebrnąć przez pastisze Lovecrafta, ale po pierwszej poważnej wzmiance o Starszych Bogach poczuł, że jakaś istotna część jego osoby drętwieje, tak jak ręka lub noga po zamknięciu dopływu krwi. Lękał się, że to drętwieje jego dusza.
Jakiś czas po rozwodzie obowiązki redaktora serii Najlepszy nowy horror zaczęły go męczyć i nie dawały mu już jakiejkolwiek radości. Myślał czasami, niemal z nadzieją, o zwolnieniu się ze stanowiska, ale nigdy nie pozwalał sobie cieszyć się tą perspektywą zbyt długo. Dzięki temu zajęciu na jego konto w banku wpływało rocznie dwanaście tysięcy dolarów; stanowiły one zasadniczą część jego dochodów, na które składały się jeszcze honoraria za inne antologie, odczyty i wykłady. Bez tych dwunastu patyków nieuchronnie spełniłby się scenariusz, który Eddie uważał za absolutnie najgorszy: musiałby znaleźć stałą pracę.
Nie spotkał się dotychczas z "The True North Review", magazynem literackim w okładce z szorstkiego papieru, z wydrukowanym na nim obrazkiem pochyłych sosen. Ze stopki redakcyjnej wynikało, że to publikacja Uniwersytetu Katahdin, leżącego w północnej części stanu Nowy Jork. Gdy otworzył pismo, wypadły dwie połączone spinaczem strony - list od redaktora, profesora filologii angielskiej Harolda Noonana.
Ostatniej zimy skontaktował się z profesorem niejaki Peter Kilrue, zatrudniony na pół etatu pracownik wydziału dbającego o zieleń i porządek na terenie uniwersytetu. Kilrue dowiedział się, że Noonan został nowym redaktorem "The True North" i przyjmuje prace autorów z zewnątrz, dlatego poprosił anglistę, żeby spojrzał na jego opowiadanie. Noonan obiecał to zrobić, głównie dlatego, że nie chciał być nieuprzejmy. Gdy w końcu jednak przeczytał maszynopis opowiadania Chłopiec z broszkami: historia miłosna, zaskoczyła go siła wyrazu tej prozy i obrzydliwa natura tematu. Noonan został redaktorem niedawno, krótko po tym, jak Frank McDane, który redagował pismo przez dwadzieścia lat, odszedł na emeryturę. Chciał zmienić politykę redakcyjną, zamierzał publikować prozę, która "wstrząśnie ludźmi".
"To udało mi się aż za dobrze" - napisał Noonan. Niedługo po wydrukowaniu Chłopca z broszkami dziekan wydziału anglistyki wezwał go na rozmowę w cztery oczy i ostro skrytykował za wykorzystywanie pisma do "młodzieńczych dowcipów literackich". Prawie pięćdziesiąt osób zrezygnowało z prenumeraty - co miało duże znaczenie dla pisma o nakładzie tysiąca egzemplarzy - a oburzona absolwentka uniwersytetu, która prawie w całości finansowała pismo, przestała je sponsorować. Noonan został odwołany ze stanowiska redaktora, a w odpowiedzi na liczne prośby Frank McDane zgodził się ponownie pokierować pismem, choć pozostał na emeryturze.
Noonan tak zakończył swój list:

Nadal jestem przekonany, że (niezależnie od swych wad) Chłopiec z broszkami to godne uwagi, choć rzeczywiście niepokojące opowiadanie, i mam nadzieję, że zechce Pan poświęcić mu swój czas. Przyznaję, że sprawiłby mi Pan osobistą satysfakcję, gdyby umieścił je w następnej antologii najlepszych horrorów roku. Życzyłbym Panu przyjemności z lektury, ale nie jestem pewny, czy "przyjemność" to właściwe słowo.
Z poważaniem
Harold Noonan


Eddie Carroll przed chwilą wszedł. Przeczytał list Noonana, stojąc w zabłoconym przedpokoju. Otworzył magazyn na opowiadaniu Kilrue'ego. Czytał, stojąc, przez prawie pięć minut, nim zwrócił uwagę, że jest mu nieprzyjemnie gorąco. Rzucił kurtkę na wieszak i poszedł w stronę kuchni.
Usiadł na schodach prowadzących na piętro i przewrócił kilka stron. Potem wyciągnął się na sofie w gabinecie, z głową na stercie książek. Czytał, korzystając z ostatnich promieni październikowego słońca, które wpadało na skos do pokoju. Nie pamiętał, jak znalazł się na sofie.
Szybko dokończył lekturę, po czym usiadł. Ogarnęło go dziwne podniecenie. Pomyślał, że to zapewne najbardziej chamski, najokropniejszy tekst, jaki kiedykolwiek czytał, a w jego przypadku taka ocena rzeczywiście coś znaczyła, ponieważ przez większą część profesjonalnego życia nurzał się w wulgarnych i okropnych utworach i w tym chorobliwym literackim bagnie odkrywał kwiaty o niespotykanej piękności. To był właśnie jeden z owych kwiatów, Eddie nie miał co do tego wątpliwości. Opowiadanie było okrutne i perwersyjne, ale musiał je zdobyć. Wrócił do początku i zaczął czytać po raz drugi.

To była opowieść o dziewczynie o imieniu Cate - siedemnastolatce, w chwili rozpoczęcia akcji skłonnej do introspekcji - którą pewnego dnia wciąga do samochodu olbrzym z pożółkłymi oczami i metalowym aparatem ortodontycznym na zębach. Olbrzym wiąże jej ręce na plecach i ciska dziewczynę na podłogę w bagażniku swojej furgonetki... gdzie Cate znajduje chłopca mniej więcej w swoim wieku. W pierwszej chwili nastolatka ma wrażenie, że jest on martwy. Ten jednak żyje, ale jego twarz jest zniekształcona w trudny do opisania sposób. Oczy chłopaka są ukryte za dwoma żółtymi, okrągłymi broszkami z wymalowaną uśmiechniętą twarzą. Broszki są przyszpilone do powiek - zaszytych stalową struną - i gałek oczu.
Gdy samochód odjeżdża, chłopak zaczyna się poruszać. Dotyka ręką biodra Cate i dziewczyna z trudem tłumi okrzyk zaskoczenia. Dzieciak przesuwa ręką wzdłuż jej ciała i w końcu dotyka twarzy. Szepcze, że ma na imię Jim i od tygodnia podróżuje z olbrzymem, który zamordował jego rodziców.
- Zrobił mi dziury w oczach i powiedział, że widział, jak ucieka przez nie moja dusza. Mówił, że towarzyszył temu taki sam dźwięk jak wtedy, gdy ktoś dmucha do pustej butelki po coca-coli, naprawdę ładny. Potem założył mi te broszki na oczy, żeby moje życie było uwięzione w środku. - Mówiąc to, Jim dotyka broszek z rysunkiem uśmiechniętej twarzy. - Chce sprawdzić, jak długo będę żył bez duszy.
Olbrzym zawozi ich na opustoszały kemping w pobliskim parku stanowym, gdzie zmusza Cate i Jima, żeby się pieścili. W pewnym momencie uznaje, że Cate nie całuje chłopca dostatecznie namiętnie. Kaleczy jej twarz i ucina język. Dochodzi do chaotycznej sceny - Jim krzyczy, wzywając pomocy; zatacza się to w jedną, to w drugą stronę, wszędzie jest krew. Cate wykorzystuje okazję i ucieka do lasu. Trzy godziny później dociera do szosy, w stanie histerii, cała zakrwawiona.
Policja nie ujęła porywacza dziewczyny. Olbrzym i Jim znikają z parku stanowego, jakby nagle zapadli się pod ziemię. Detektywi prowadzący dochodzenie nie potrafią ustalić żadnych znaczących faktów na temat tej osobliwej pary. Nie wiedzą, kim jest Jim i skąd pochodzi, nie mają jakichkolwiek informacji o olbrzymie. Dwa tygodnie po wypisaniu Cate ze szpitala dociera pocztą pewna wskazówka. Dziewczyna otrzymuje list - w kopercie są dwie żółte broszki z uśmiechniętą twarzą, ze szpilkami pobrudzonymi wyschniętą krwią, oraz wykonane polaroidem zdjęcie mostu w Kentucky. Następnego dnia rano pewien kierowca znajduje tam na dnie rzeki rozkładające się zwłoki chłopca. Przez puste oczodoły ofiary przepływają ryby.
Cate, która kiedyś była ładną, lubianą dziewczyną, teraz budzi litość i grozę wśród znajomych. Rozumie, dlaczego ludzie tak reagują. Ona również nie może znieść widoku swojej twarzy w lustrze. Przez pewien czas uczęszcza do szkoły specjalnej, gdzie uczy się języka migowego, ale nie wytrzymuje długo. Inni kalecy - kulawi, głusi, zdeformowani - drażnią ją swoim uzależnieniem od otoczenia i swymi potrzebami.
Usiłuje powrócić do normalnego życia, jednak bez większego powodzenia. Nie ma przyjaciół, żadnych kwalifikacji zawodowych i wstydzi się swojego wyglądu oraz niemoty. Szczególnie przykra jest scena, w której Cate najpierw pije dla dodania sobie odwagi, a następnie próbuje poderwać mężczyznę w barze, ale on i jego znajomi tylko ją wyśmiewają.
We śnie regularnie dręczą ją koszmary, w których dziewczyna ponownie przeżywa różne przerażające wersje porwania. W niektórych snach Jim nie jest ofiarą, lecz wspólnikiem porywacza, i z zapałem ją gwałci. Broszki w jego oczach to okrągłe lusterka, w których widać odbicie twarzy Cate, zniekształconej krzykiem. Twarzy, która - zgodnie z logiką snu - już została pokaleczona i zmieniona w groteskową maskę. Często się zdarza, że te sny podniecają ją seksualnie. Jej psychoterapeuta uznaje to za normalne. Cate zwalnia go, gdy odkrywa, że w swym notesie rysował jej karykatury.
Dziewczyna próbuje różnych środków, które mogłyby jej pomóc spać: ginu, tabletek przeciwbólowych, heroiny. Potrzebuje pieniędzy na narkotyki; szuka ich w komodzie ojca. Ten przyłapuje ją na gorącym uczynku i wyrzuca z domu. Owej nocy matka mówi jej, że ojciec trafił do szpitala - miał niewielki wylew krwi do mózgu - ale nie chce, żeby córka go odwiedziła. Niedługo potem w przedszkolu dla upośledzonych dzieci, gdzie Cate znalazła pracę na pół etatu, jedno dziecko wbija drugiemu ołówek w oko i je oślepia. Oczywiście Cate nie ponosi odpowiedzialności za ten wypadek, ale w trakcie dochodzenia wychodzą na jaw jej różne słabości. Traci pracę. Mimo zerwania z nałogiem ma ogromne problemy ze znalezieniem zatrudnienia.
W pewien chłodny jesienny dzień Cate, wychodząc z miejscowego supermarketu, mija zaparkowany radiowóz. Maska jest podniesiona, policjant w lustrzanych okularach przeciwsłonecznych pochyla się nad chłodnicą. Cate przypadkowo spogląda na tylne siedzenie i dostrzega skutego kajdankami olbrzyma. Teraz jej dawny oprawca jest o dziesięć lat starszy i pewnie ze dwadzieścia pięć kilogramów cięższy.
Dziewczyna z trudem zachowuje spokój. Podchodzi do policjanta schowanego pod maską samochodu, pisze dla niego notatkę - pyta go, czy wie, kim jest ten mężczyzna na tylnym siedzeniu.
Policjant odpowiada, że olbrzym został aresztowany w sklepie z narzędziami i materiałami budowlanymi przy Pleasant Street, gdy próbował ukraść nóż myśliwski i rolkę mocnej taśmy klejącej. Cate zna ten sklep. Mieszka bowiem niedaleko, tuż za rogiem. Policjant podtrzymuje dziewczynę, żeby nie upadła, bo nogi się pod nią uginają.
Gorączkowo pisze, usiłując wyjaśnić, co olbrzym jej zrobił, gdy miała siedemnaście lat. Długopis nie nadąża za myślami, notatka brzmi bezsensownie, nawet dla niej, ale policjant rozumie, o co jej chodzi. Prowadzi dziewczynę do radiowozu i otwiera drzwi z prawej strony z przodu. Na myśl, że ma jechać jednym samochodem z porywaczem, Cate drży z przerażenia, ale policjant uspokaja ją, że przecież olbrzym siedzi z tyłu i jest skuty kajdankami. Tłumaczy, że aresztowany nic nie może jej zrobić, a ona powinna pojechać z nimi do komisariatu.
W końcu Cate wsiada do samochodu. Na podłodze leży zimowa kurtka. Policjant mówi, że to jego. Proponuje dziewczynie, żeby ją włożyła, będzie jej cieplej i przestanie dygotać. Cate spogląda na niego i chce napisać "Dziękuję" w notesie, ale siedzi nieruchomo, niezdolna do pisania. Coś w obrazie własnej twarzy widocznej w okularach przeciwsłonecznych funkcjonariusza sprawia, że Cate zastyga w bezruchu.
Policjant zamyka drzwi i idzie zatrzasnąć maskę samochodu. Cate sięga po jego kurtkę, ma sztywne palce. Z przodu, na wysokości piersi, po obu stronach kurtki przypięte są broszki z uśmiechniętą twarzą. Dziewczyna próbuje otworzyć drzwi, ale są zablokowane. Szyba w oknie nie daje się opuścić. Cate słyszy trzask maski. Mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych, który wcale nie jest policjantem, uśmiecha się ohydnie. Mija drzwi kierowcy, żeby wypuścić siedzącego z tyłu olbrzyma. Przecież ślepy nie może prowadzić.
W gęstym lesie łatwo jest zabłądzić i chodzić w kółko. Cate po raz pierwszy dostrzega, że to właśnie jej się przytrafiło. Gdy wyrwała się olbrzymowi i chłopcu z broszkami po raz pierwszy, uciekła do lasu, ale nie dała rady naprawdę uwolnić się od swych oprawców - od tej pory brnęła w ciemnościach, przedzierała się przez gęste krzaki, bez sensu zataczając ogromne koło, żeby w końcu do nich wrócić. Dotarła na miejsce przeznaczenia i ta myśl, zamiast ją przerazić, dziwnie ją uspokaja. Wydaje się jej, że ci dziwni mężczyźni są jej bliscy, że tu jest jej miejsce, a to poczucie przynależności przynosi jej ulgę. Cate nieświadomie wtula się w kurtkę, bo jest jej chłodno.


copyright © 2010 - 2021 joehill.pl     e-mail     design by Mike Draven / Darek Kocurek / Vincent Chong