Rozmowa z Joe Hillem dla podcastu Radio SK
Podczas wizyty Joe Hilla w Polsce, redakcja JoeHill.pl towarzyszyła pisarzowi w podróży pociągiem z Warszawy do Krakowa, podczas której mogliśmy przeprowadzić wywiad.
Nagranie wideo z rozmowy dostępne jest w podcaście Radio SK.
Prowadzenie i tłumaczenie wywiadu: Joanna Murawska.
Joanna Murawska: Dziękujemy, że zgodziłeś się z nami porozmawiać. Mamy bardzo nietypową scenerię na wywiad, w pociągu. Witamy.
Joe Hill: Cieszę się, że możemy porozmawiać. Popieram. To jest świetne miejsce na wywiad. Trochę tak, jakbyśmy byli bohaterami powieści Agathy Christie. Miejmy nadzieję, że oboje przeżyjemy ten wywiad.
Tak, miejmy nadzieję, że nikt nikogo nie zamorduje. Ale zobaczymy, jak odpowiesz na pytania. Zacznijmy od rodziny. Pochodzisz z rodziny pisarzy, co jest bardzo interesujące: oboje rodziców, brat, a także żona brata. Jestem bardzo ciekawa dynamiki rodzinnej. Czy zdarza się, że podczas luźnej rozmowy przy kolacji pojawia się świetna historia i musicie zaklepać, kto ją napisze?
Myślę, że faktycznie zdarzyło się to raz czy dwa, kiedy ktoś powiedział: „Czy to nie byłoby szalone?”. A ja na to: „Tak przy okazji, to moje. Ja biorę tę historię.” Myślę, że zdarza się to od czasu do czasu. Ale mam wspólną grupę, na której codziennie rozmawiam z bratem i tatą. Nie rozmawiamy aż tak dużo o pisaniu. Głównie rozmawiamy o rock and rollu, Rolling Stonesach, Bobie Dylanie albo o czymkolwiek. Nie rozmawiamy dużo o warsztacie pisarskim.
Twój ojciec gra na gitarze. Czy Ty grasz na jakimś instrumencie?
Bardzo chciałem i jako dzieciak chodziłem na lekcje gry na fortepianie, ale jakoś mnie to nie wciągnęło. Trochę tego talentu muzycznego jest w rodzinie, bo mama mojego taty i jego ciotka były bardzo muzykalne, więc były skrzypce i fortepian. Jego matka przez jakiś czas grała na fortepianie w radiu. To była bardzo muzykalna rodzina. Mój 25-letni syn jest muzykiem country, gra na gitarze niesamowicie, po prostu świetnie, ale mnie to zupełnie ominęło. Lubię słuchać płyt, ale poza harmonijką nie umiem grać na niczym.
Napisałeś opowiadania z ojcem, Owen napisał z nim powieść. Czy myśleliście o innych rodzinnych współpracach, na przykład o zbiorze opowiadań wszystkich pisarzy z rodziny, czymś w rodzaju Królewskiego Zbioru Opowiadań?
Nigdy nie wiadomo. Wszyscy się lubimy, lubimy bawić się w udawanie i nigdy nie wiadomo, w jaki projekt możemy się wpakować i zacząć nad czymś pracować. Pisałem scenariusze z bratem. Owen i ja, zanim którykolwiek z nas został prawdziwym publikowanym pisarzem, razem pisaliśmy scenariusze. Podobało nam się to, napisaliśmy kilka całkiem niezłych. Z moją mamą czasem pracowaliśmy nad małymi projektami i to było całkiem fajne. Kiedy byłem dzieckiem, tata wkładał kartkę papieru do maszyny do pisania, a wszyscy w rodzinie po kolei pracowaliśmy nad tą samą historią. To była taka rodzinna gra. Pisało się kilka zdań, wpędzało bohatera w jakieś straszne tarapaty, a potem zostawiało to komuś innemu do rozwiązania. To była świetna zabawa. Myślę, że rodzina zawsze chętnie wygłupia się razem.
Piszesz opowiadania, powieści i komiksy. Skąd wiesz, który pomysł pasuje do której formy?
Coś ci powiem. Zapytałaś mnie, czy gram na gitarze – nie gram. Gram na fortepianie, choć kiepsko. Wiesz, co jest ciekawe? Piszę scenariusze, piszę komiksy, piszę opowiadania, piszę powieści. Jedyna rzecz, której nie robię dobrze, to to, że nie piszę też poezji. Próbowałem, ale nie wychodzi mi to dobrze. Chyba nie mam do tego ucha. Zastanawiam się, czy te dwie rzeczy są ze sobą powiązane. Czy to, że nie gram na żadnym instrumencie i nie piszę poezji, jest związane z jakąś muzyczną częścią mózgu, której chyba nie mam. Nie jestem pewien. Może mógłbym się nauczyć. Jakie właściwie było pytanie?
Gdy masz pomysł, skąd wiesz, czy to opowiadanie, powieść czy komiks?
Chyba gdy pomysł pojawia się bardzo wyraźnie jako seria obrazów, wtedy wiem, że to komiks. To trudne pytanie, bo naprawdę nie wiem. Opowieści mają tendencję do pojawiania się w takiej czy innej formie. Pomysł i forma wydają się powstawać w tym samym momencie. Naprawdę nie wiem dlaczego. Po części zależy to od tego, na co ma się ochotę. Ostatnio jestem w nastroju do pisania powieści i opowiadań. Więc zwykle, kiedy mam pomysł, to na powieść lub opowiadanie. Kiedy częściej pracowałem przy komiksach, od czasu do czasu pojawiał się typowy pomysł na komiks. Od dawna nie miałem oczywistego pomysłu na komiks.
Zanim wydałeś pierwszą książkę, opublikowałeś Spider-Mana. Jak do tego doszło, że zacząłeś pisać dla Marvela?
Jedno z moich opowiadań, Duch XX wieku, zostało opublikowane w małym piśmie literackim High Plains Literary Review. Dostało nominację do nagrody i trafiło do antologii najlepszych opowiadań. Usłyszałem, że Marvel Comics szuka pisarzy z innych dziedzin, żeby pisali komiksy o superbohaterach. Jeśli było się dramaturgiem, poetą albo pisało się opowiadania, można było przesłać materiały do jednej redaktorki w Marvel Comics i dawali ci szansę, żebyś się sprawdził. Redaktorka nazywała się Teresa Focarile. Wysłałem jej egzemplarz tej antologii najlepszych opowiadań z opowiadaniem Duch XX wieku i napisałem: „Chętnie wezmę udział w castingu.” Na podstawie tego opowiadania dała mi szansę napisania 11-stronicowego komiksu o Spider-Manie. Tak się tam dostałem. Marvel zakończył ten program jakieś dwa tygodnie po tym, jak Teresa zatrudniła mnie do Spider-Mana. Byłem jednym z ostatnich facetów, którzy tak się prześlizgnęli. Mieli dwa tytuły na przesłuchania. Spider-Man Unlimited i X-Men Unlimited, a każdy numer to były dwa opowiadania albo takie samodzielne historie o tych postaciach. I tak się dostałem do programu Unlimited i zacząłem pracę z komiksami.
Zostając jeszcze przy komiksach, stworzyłeś wspaniały świat Locke & Key. Czy to jest zamknięty temat? Czy może jest jeszcze szansa, że do tego świata wrócicie?
Gabriel i ja poszliśmy do IDW Comics kilka lat temu i przedstawiliśmy im plan zrobienia 36 kolejnych numerów serii zatytułowanej World War Key. Wyjaśniliśmy, jak to wszystko by działało i czego potrzebujemy, żeby to się udało. IDW odmówiło. Myślę, że koszty były dla nich za wysokie. Nie chcieli wydawać takich pieniędzy na komiks. Uwielbiam ludzi z IDW i wykonali świetną robotę przy Locke & Key. Nic do nich nie mam. Właściwie nie znam nikogo, kto tam teraz pracuje. Zarząd zmieniał się wiele razy i oni teraz robią swoje rzeczy. Nie sądzę, żeby miało być więcej Locke & Key. Chciałbym, żeby to nie była prawda. Częściowo to moja wina. To nie tylko IDW. Częściowo ja, częściowo Gabe. Gabe jest bardzo zajęty, ja teraz skupiam się na pisaniu powieści. Trudno by było sprawić, żeby to się wydarzyło. Chciałbym, żeby się udało, ale nie wygląda na to.
Szkoda. Gdybyś mógł mieć jeden z kluczy w prawdziwym życiu, który chciałbyś mieć?
To naprawdę łatwe pytanie. Zdecydowanie wybrałem klucz Dokądkolwiek. Wtedy mógłbym przyjeżdżać i widywać moich polskich czytelników kiedy tylko zechcę. Mógłbym po prostu włożyć klucz w zamek, wejść do Warszawy, wziąć udział w spotkaniu w księgarni, a potem wrócić prosto do domu i być z dziećmi i żoną. Cudownie, żadnej odprawy celnej, żadnego lotniska, żadnego długiego lotu, żadnych turbulencji. Rewelacja.
Tak, to byłaby i moja odpowiedź. Czy w zbiorze Upiory XX wieku, który ukazał się ponad 20 lat temu, jest opowiadanie, z którego jesteś szczególnie dumny?
Jest kilka opowiadań w tym zbiorze, które naprawdę kocham. Pop Art mnie rozkręcił. Po tym opowiadaniu wszystkie inne historie, które napisałem, od Pudełka w kształcie serca po Króla Smutka, wyniknęły z niego. Pop Art to opowiadanie, w którym pozwoliłem sobie pisać fantastykę. Jestem wdzięczny za to opowiadanie. Uwielbiam Czarny telefon, który prawie stał się powieścią, kiedy nad nim pracowałem. To opowiadanie naprawdę chciało być powieścią. Ale pomyślałem, że zaprowadzi mnie w miejsca, do których nie chciałem się udać, w których czułbym się nieswojo. Więc zmusiłem tę historię, żeby została opowiadaniem. Oczywiście opowiadanie doprowadziło do filmu, a potem do kontynuacji i przyjaźni ze Scottem Derricksonem i C. Robertem Cargillem. Właściwie znałem się z Cargillem od dawna, ale to jakoś zbliżyło nas jako przyjaciół. To opowiadanie naprawdę mi się opłaciło w tym sensie, że otworzyło wiele drzwi i bardzo się cieszę, to jest na pewno ważne opowiadanie.
Tak, doprowadziło do tej niesamowitej adaptacji z Ethanem Hawkiem jako Grabberem, który był fantastyczny.
Tak, był świetny. A Mason Thames i Madeleine McGraw to takie ogromne talenty i oboje będą grać w filmach bez końca. Naprawdę miałem tam szczęście.
Pudełko w kształcie serca początkowo miało być opowiadaniem, ale się rozrosło.
Tak, miało być opowiadaniem w Upiorach XX wieku. Sprzedałem Upiory XX wieku małemu wydawnictwu w Wielkiej Brytanii w 2004. Wydawca, Peter Crowther, powiedział: „Wszystkie te opowiadania były już publikowane i myślę, że będzie większe zainteresowanie książką, jeśli pojawią się nowe. Możesz napisać kilka nowych?”. Napisałem Pelerynę i naprawdę dobrze to wyszło. Może napisałem też Maskę mojego ojca, ale nie jestem pewien. To mogło być nowe opowiadanie w tym zbiorze. Te dwa opowiadania tak dobrze wyszły, że pomyślałem: napiszę jeszcze jedno. Zacząłem pisać opowiadanie Dead Man’s Suit o muzyku heavy metalowym, który kupuje w internecie nawiedzony garnitur. To opowiadanie wymknęło mi się spod kontroli i zamieniło w Pudełko w kształcie serca. To było całkiem fajne, bo nie byłem pewien, czy kiedykolwiek spróbuję jeszcze napisać kolejną powieść. Napisałem z osiem, których nigdy nie udało mi się sprzedać. Zaczynając od mojej pierwszej książki, kiedy miałem 14 lat. W pewnym sensie postanowiłem, że mam dość prób pisania powieści, ale wtedy Pudełko w kształcie serca chciało być powieścią. Co za wspaniała rzecz.
Odnośnie NOS4A2 powiedziałeś kiedyś, że albo grubo albo wcale. To świetna opowieść z postacią Charliego Manxa i Gwiazdkową Krainą, ale myślę, że działa bardzo dobrze także jako metafora psychopatycznego pracownika socjalnego, który zabiera dzieci matkom.
Tak. Kiedy pisałem NOS4A2, miałem za sobą rozwód. Miałem wtedy troje dzieci i martwiłem się, że to zrujnuje im dzieciństwo. Rozpaczliwie chciałem, żeby się dobrze bawiły. Każdy dzień miał być jak Boże Narodzenie. Mieliśmy oglądać filmy i telewizję, mieć zabawki i razem grać w gry wideo. Każdego wieczoru Wigilia, każdego ranka Boże Narodzenie. To trwało jakieś dziewięć miesięcy. A potem pomyślałem: „Co Ty robisz? Zwariowałeś? Nie muszą być szczęśliwe codziennie. Ich rodzice właśnie się rozwiedli. To normalne, że jest im smutno. To zdrowe, że jest im smutno. To jest normalna ludzka reakcja. Przestań udawać, że jest lepiej, niż jest.” Jeśli codziennie są święta, to Boże Narodzenie przestaje być wyjątkowe. Pod wieloma względami Charlie Manx opowiada o złu, o tym, że można chronić dzieci przed smutkiem, nieszczęściem i złymi rzeczami – ale nie można i do pewnego stopnia nie powinno się. Dorastanie to częściowo nauka radzenia sobie ze stresującymi momentami, porażkami, rozczarowaniami i nauka radzenia sobie z tym, z trudnymi uczuciami i trudnymi chwilami. To właśnie to, co czyni cię zdrowym, dobrze funkcjonującym dorosłym. Nie wychowujesz dziecka, tylko dorosłego.
W NOS4A2 zagarnąłeś temat Bożego Narodzenia, a w Królu Smutku przejąłeś Wielkanoc. Dlaczego Wielkanoc?
W Wielkanocy chodzi o poświęcenie. Miało to więc sens, a poza tym to perwersyjne odwrócenie najważniejszej wartości chrześcijaństwa. Ma to sens, że smok, który jest rodzajem demona, naprawdę chciałby wziąć najświętszy dzień w chrześcijaństwie i zamienić go w coś nieświętego i strasznego. To trochę taki impuls (Williama) Petera Blatty’ego, żeby zrobić coś jak „Egzorcysta”, gdzie odwracasz coś, co wydaje się bezpieczne i drogie sercu, i i zamieniasz to w coś mrocznego i strasznego. To zadanie pisarza horrorów. Zadaniem pisarza horrorów jest znaleźć rzeczy, które kochasz i które dają poczucie bezpieczeństwa, a potem je zrujnować.
To prawda. Powiedziałeś, że ta książka jest pisałeś tak długa, bo chciałeś zaimponować żonie. Ale w tytułach kolejnych części składasz hołd członkom swojej rodziny.
Tak, niewiele osób to zauważyło. Część pierwsza nazywa się Dzika róża, to tytuł ostatniej książki, którą napisałem i której nie mogłem sprzedać. Miałem więc powieść Dzika róża, która nie była zbyt dobra, ale miała kilka ciekawych pomysłów i miała dobre miejsce akcji, czyli posiadłość zwaną Dzika róża, którą po prostu dałem Colinowi Wrenowi w Królu Smutku. Część druga to Flight or Fright (pol. Leć albo drżyj), co wzięło się stąd, że mój tata miał antologię z Bevem Vincentem zatytułowaną Flight or Fright (pol. „17 podniebnych koszmarów”), a ja miałem w niej opowiadanie. Pomyślałem, że to zabawne, bo kiedy pisałem opowiadanie do antologii, miałem też pomysł na opowiadanie o smoku walczącym z myśliwcami F-16. Ten zbiór opowiadań nie doprowadził bezpośrednio do Króla Smutka, bo były też inne rzeczy, ale w mojej głowie te dwie rzeczy się łączą. Po tym, jak nazwałem część drugą Leć albo drżyj, zastanawiałem się, czy mogę zrobić coś więcej w tym stylu. Część trzecia jest o bliźniętach, pomyślałem, że zabawnie będzie nazwać ją Double Feature (pol. Seans z dwoma filmami), tak jak nazywała się pierwsza powieść mojego brata (niewydana w Polsce). Część czwarta, której akcja rozgrywa się w jaskini, nazywa się The Trap (pol. Pułapka), co było drugą powieścią mojej mamy (niewydana w Polsce). Ostatnia część to Save Yourself (pol. Ratuj siebie), powieść Kelly Braffet (niewydana w Polsce), którą szczególnie kocham. Nie musiałem niczego wymuszać, to wszystko stało się bardzo naturalnie. Bawiło mnie to, uważałem, że to zabawne.
W jaskiniach jest scena z danse macabre, kiedy Colin i Arthur są zmuszeni do tańca. Jak wpadłeś na taki pomysł? To było naprawdę świetne.
Wpadłem na to, kiedy zastanawiałem się, jaka będzie następna pułapka. W pewnym momencie są w jaskini i są tam rysunki pająków, świec na ścianie i taki sformalizowany średniowieczny wzór. Potem pająki wychodzą ze ścian i zaczynają po nich łazić. Nie miałem pomysłu do chwili, kiedy musiałem napisać pułapkę. Część każdego roku spędzam w Wielkiej Brytanii, a mój teść ciągnie całą rodzinę na oglądanie kopalni krzemienia, starych rzymskich fortów i takich rzeczy. W trakcie takich wypraw zdobyłem trochę wiedzy o starych ruinach w Wielkiej Brytanii. Zacząłem dostrzegać rzeczy w sztuce i rzeźbie, sięgałem po coś z tego, co widziałem. Rozważałem, jak to mogę to zamienić w pułapkę. Miałem pająki i świece, a potem danse macabre. Ale one po prostu przyszły mi do głowy, kiedy nad tym pracowałem.
*********** SPOJLERY Z KRÓLA SMUTKA ***********
W Londynie wspominałeś, że spodziewałeś się jednej śmierci, a inna cię zaskoczyła. Zastanawiam się, która jest która.
OK, zdecydowanie wkraczamy na teren wielkich spojlerów z Króla Smutka. Będziemy mówić o dwóch postaciach. Jest sześcioro przyjaciół, którzy spotykają się w 1989 roku i na długo przed końcem książki dwoje z nich umiera. Donovan McBride poświęca się na końcu części trzeciej, Seans z dwoma filmami, a potem, w części czwartej, Colin Wren zwraca się przeciwko swojemu najlepszemu przyjacielowi, Arthurowi, w jaskini przebija go magicznym mieczem i kończy jego życie. Wiedziałem, gdy weszli do jaskini, że Colin zabije Arthura, wiedziałem, że to pułapka. Od jakiegoś czasu wiedziałem, że opowieść zmierza w tym kierunku. Colin kocha Arthura i są najlepszymi przyjaciółmi. To prawdziwa przyjaźń. Uczucia Colina do Arthura są prawdziwe, ale Colin bardziej dba o władzę, jaką daje mu Król Smutek, niż o swojego przyjaciela i w końcu, kiedy musi wybierać między jednym a drugim, wybiera władzę kontrolowania Króla Smutka ponad pragnienie Arthura, by uwolnić od niego świat. Wiedziałem, że do tego zmierzamy. Nie wiedziałem, jak Donovan i jego siostra Donna uciekną z tego tajnego miejsca, do którego zostali zaciągnięci w Seansie z dwoma filmami. I na pewno nie wiedziałem, że Donovan odbierze sobie życie, że rzuci się ze schodów. Byłem dość zaskoczony, gdy to zrobił. Nie wiedziałem, że taki jest plan, aż do dnia, w którym to pisałem i byłem emocjonalnie wstrząśnięty, zaskoczyło mnie to. To jedna z wielkich przyjemności pisania. Jeśli masz postacie, które kochasz i dajesz im swobodę działania tak, jak działałyby naturalnie, to czasem dokonują wyborów, których się nie spodziewałeś. Pod pewnymi względami to szalone, bo przecież są w mojej głowie. Powinienem wiedzieć, co zrobią. Ale nie wiem. Żadna z moich postaci tak naprawdę nie jest mną, to raczej obserwacje na zasadzie, że widzę tę osobę w głowie. Słyszę jak mówi. Mam jakieś wyczucie, jak myśli i po prostu podążam za tą postacią dokądkolwiek zmierza, żeby zobaczyć, co się stanie. To może być bardzo spontaniczne. Bardzo mnie zaskoczyło, gdy Donovan się zabił.
Dla mnie największym zaskoczeniem było to, że Colin zabił Arthura. Wiedziałam, że zdradzi ich w jakiś sposób dla władzy, ale nie spodziewałam się, że go zabije tak bezpośrednio.
Chcę jeszcze dodać, że to interesujące, że w ostatecznej konfrontacji przeżyły tylko kobiety. Do tego momentu straciliśmy Vana, Arthura i Colina. Z pierwotnej szóstki przyjaciół zostały trzy dziewczyny i dwie inne panie, które do nich dołączyły, Tana i Robin. Nie planowałem tego. Nie próbowałem niczego udowadniać na temat męskości czy czegoś takiego, po prostu stało się to spontanicznie. Myślę jednak, że to interesujące, że tak się stało.
********* KONIEC SPOJLERÓW Z KRÓLA SMUTKA *********
Ostatnie pytanie. Mówiłeś, że twoim marzenie było mieć własnego smoka. Czy masz jakieś inne marzenia, które chciałbyś spełnić w swoich książkach?
Wspominałem, że napisałem kilka opowiadań o Sherlocku Holmesie. Kiedy byłem dzieckiem, obowiązywała mnie zasada, że o godzinie 20 muszę iść spać, jednak mogłem siedzieć do 21 pod warunkiem, że będę czytał w łóżku. I tak zakochałem się w opowiadaniach o Sherlocku Holmesie. Odkryłem, że mogę czytać jedno na noc. Są cztery powieści o Sherlocku Holmesie i na nie poświęciłem cztery noce. Tak przeczytałem całą serię, całego Holmesa, w jakieś 72 dni bez przerwy. Byłem małym dzieckiem i chodziłem z fajką w ustach – nie to, żeby wolno mi było palić – ale chodziłem z fajką po domu jeszcze przez kilka miesięcy i miałem czapkę myśliwską. Zawsze uwielbiałem opowieści o Sherlocku Holmesie, było wiele świetnych opowieści, które nie zostały napisane przez Arthura Conana Doyle’a. Myślę o Siedmio-procentowym roztworze Nicholasa Meyera. Był też świetny film Morderstwo na zlecenie. Zostałem zaproszony przez spadkobierców Arthura Conana Doyle’a do napisania opowiadania o Sherlocku Holmesie, więc napisałem dla nich opowiadanie, które wyszło naprawdę dobrze, zatytułowane An Exercise in Murder (światowa premiera zbioru Sherlock – listopad 2026). Spodobało się ono mojej żonie, która powiedziała: „Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze kilka opowiadań o Sherlocku Holmesie”. Zacząłem się zastanawiać, czy mam pomysł na kolejne, i wymyśliłem je, ono też wyszło całkiem dobrze. Może kiedyś będzie cała książka z opowiadaniami o Sherlocku Holmesie. Nie wiem, czy moi czytelnicy naprawdę domagają się ode mnie całej książki o nim, ale mimo wszystko mogą ją dostać.
Przeczytamy cokolwiek napiszesz.
Jesteś bardzo uprzejma. Cóż, czasem lubię się bawić takimi pobocznymi projektami, nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzą.
Czekamy na cokolwiek tylko napiszesz. Nie chcemy zabierać ci więcej czasu, bardzo dziękujemy, że zgodziłeś się na ten wywiad i to w pociągu. Dziękujemy za odwiedziny w Polsce i mamy nadzieję zobaczyć cię jeszcze raz.
Jestem wdzięczny Wam i jestem wdzięczny moim polskim czytelnikom. Byliście dla mnie wspaniali przez te wszystkie lata. Wspaniale jest być tu w Polsce, rozejrzeć się i spotkać z czytelnikami. Bardzo mi się podobało.








